Texel 2025 - Wyżej od mew
Автор: Z rynsztoka na sam szczyt
Загружено: 2025-05-23
Просмотров: 70
Описание:
Texel, wyżej od mew: misja skompletowana 💪😁 - raport wieczorny 😁:
Skoczyłem. Dziś się udało.
Wczoraj, awaria samolotu wynoszącego skoczków w przestworza zablokowała wszystkim imprezę na cały dzień. Nikt nie poskakał. Przełożyłem termin na dziś, ale – szczerze powiedziawszy – nie bardzo już liczyłem, że to wypali.
Wczoraj i Aura też niespecjalnie chciała współgrać – po południu mocno zaszło chmurami, wzmógł się wiatr i ochłodło.
Kimaliśmy w De Koog – takiej jednej z sensowniejszych miejscowości, jeśli chodzi o atrakcyjne położenie. Paręset metrów od plaży, gdzie zachody Słońca bywają całkiem spektakularne. No, ale nie wczoraj 🤣.
Nażarlim się w opór u Pana Hindusa, poszlim gnić do hotelu, wyłączylim wszystkie budzidła. Rano ugoszczono nas jeszcze wyśmienicie pysznym szwedzkim stołem i poturlalim pokocykować na plażę. Trzynaście stopni piany Morza Północnego sprawiło, że miałem akwen prawie na wyłączność 😁.
Dzisiejszą próbę spadochronową miałem przeklepniętą na godzinę trzynastą. Cieplej niż wczoraj, niebo prawie bezchmurne – jeśliby jakimś cudem doprowadzili samolot do stanu używalności to mam wygrane WSZYSTKO. W sumie, i tak mam 😁.
Wjechalim na okolice lotniska, od razu na niebie zauważyliśmy kolorowe kropeczki spadochronów z przyczepionymi doń Poyebami. „To się dziś wydarzy. Nareszcie” 😁.
Gdyby dziś znowu nie pykło , wtedy na wykorzystanie biletu miałbym jeszcze dwa lata. Pykło.
13:00 – zameldować sié przy recepcji. Śliczna Pani Recepcjonistka zna mnie już od wczoraj. Kumpela 😁. Pogadała co i jak, zważyła jegomościa, pokierowała, gdzie iść. Pytała czy już skakałem, to mówię, że z tego typu popierdoleń to na razie tylko bandżi i zjazd po linie z Euromasztu. „Pojebany jesteś, jesteś w dobrym miejscu” – tak by mi pewnie rzekła, gdyby była mną 🤭. Zaleciła wziąć bluzę, bo cztery kilometry wyżej może nieco piździeć – „Spokojna Pani rozczochrana – siedzę w przeręblach niekiedy... 😁
„Dobra, to wal. Zrób to. Endżoj!” 😁
Samolot startował co 20 minut. Brał na pokład kilkanaście Osób. Trza było poczekać aż trzy grupy sobie wyfruną, po półtorej godziny my. W tym czasie krótki instruktaż, pooglądać wszystko jak działa, oswoić się z czynnościami. Poniuchałem, posprawdzałem, pokręciłem się po trawniku, wyrzuciłem cały balast do WC 😁. Przeleciało. Dalej już tylko wyzewnętrznić do szafki kieszenie z wszystkich gratów, które mógłbym zgubić, przybić pionę z moim Kameramanem i z Tandem-Mistrzem. Z tym drugim to szczególnie dobrze trzeba żyć. Ma na plecach nasz spadochron 😁.
Spacer trawnikiem do miejsca, gdzie kołuje samolot jakoś mi się dłużył. „Pojebało Cię, Zieleźny?” – to nie pierwszy raz, gdy zadaję sobie w myślach to pytanie. A, że wszystko miało swój zajebiście dobry finał, więc pytam się pewnie nie po raz ostatni 😁.
Czterech czy pięciu skoczków indywidualnych, czwórka nas – Przylepieńców, czwórka naszych Fachowców i osobne Kameramany. Jak nie wiesz, co robić – rób to samo, co robią ci, co wią 😁. Jedni skupieni, zamknięte oczy; inni weselutcy i całkiem na luzie. Wyrównałem sobie oddech, równe, głębokie hausty. Luzik.
Samolot się podturlał, zatankowali go, pakujemy się na pokład. Kiedyś, wieki temu, leciałem jakimś ruskim chujstwem w Gotartowicach. Trząsło jak diabli i trzeba było na bieżąco dokręcać śrubki, żeby się to gówno nie rozpadło. Tutaj komfort podobny, dreamliner to to nie był. No, nic - widocznie te typy tak mają.
Na wysokość czterech kilometrów wdrapywaliśmy się tym klekotem ponoć jakieś dziesięć minut. Mówię: „ponoć”, bo od jakiegoś czasu, czas przestał mi się tu dzisiaj już liczyć.
Nagle, ni stąd ni zowąd, ktoś na pokładzie, pewnie z podniecenia albo od zmiany ciśnień, puścił okropnie śmierdzącego bąka. Okropnego takiego, zamaszystego. I, według całej wiedzy, którą posiadam, nie byłem to ja – toć ja generuję przecież gazy szlachetniejsze 😁. Ktoś mi tam jeszcze założył maskę gazową, co przy bliższym obadaniu okazały się jednak być goglami.
Waliło tak przeokrutnie, że ktoś się wkurwił, otworzył drzwi od samolotu i wszyscy wyskoczyli.
🌞🌞🌞🌞🌞🌞
Swobodnego spadania było – ponoć – minuta. Szybkość to tak pewnie koło dwieście kilometrów na godzinę – nie, żeby gdzieś było mi spieszno – tak to tam sobie działa. Grawitacja, Bejbe.
Z czterech kilometrów spadaliśmy jak wesołe kłody, gdzieś tak – ponoć – przy 1500 metrach dzielących nas od Wyspy, lekko szarpnęło otwierającym się spadochronem.
Byłem tak szczęśliwy i podniecony, że nie wiedziałem czy kurwić po angielsku czy po śląsku 🤣. Wspaniałych parę chwil, gdzie można by nawet obsrać ptaszory, które normalnie srają na nas i nasze auta 🤭 – szkoda, że ładunek zostawiłem na ziemi... 😁
Повторяем попытку...
Доступные форматы для скачивания:
Скачать видео
-
Информация по загрузке: