2025.03.14 Tomasz M. Kukawski
Автор: Dom Artysty Plastyka OW ZPAP
Загружено: 2025-03-15
Просмотров: 448
Описание:
Tomasz M. Kukawski
JOY and CHASM
Galeria DAP3 Domu Artysty Plastyka OW ZPAP przy ul. Mazowieckiej 11A w Warszawie
Wystawa w dniach od 14 do 30 marca 2025 roku
Wernisaż w piątek 14 marca 2025 roku o godzinie 18:00
Marta Raczek-Karcz
Słów kilka o dwóch słowach
Najczęściej wystarcza mi coś takiego małego, czyli drobny szkic kompozycyjny, który jest tylko schematem i takim drogowskazem do dalszej roboty – mówi Tomasz Kukawski i pokazuje do kamery niewielki rysunek, który bardziej przypomina przypadkowe bazgroły wykonane w trakcie średnio zajmującej rozmowy telefonicznej, aniżeli poważnie potraktowane działanie koncepcyjne.
Bardzo mi się w tym zdaniu podobają dwa słowa: drogowskaz i robota. Brzmią swojsko, są zaciągnięte z codzienności i daleko im do koturnowych dywagacji o meta-narracjach i innych intelektualnych frazesach, od których coraz częściej roi się w słowach odautorskich różnych twórców i twórczyń.
U Tomasza Kukawskiego nie ma gadania wypchanego dyskursami, artysta nie rzuca się z motyką na społeczne barykady i nie deklaruje gotowości do radykalnych gestów wywracających stoliki polityczne, kulturowe i artystyczne. Nie znaczy to, że w jego grafikach nie pulsuje nerw współczesności, że nie oddychają one sprawami aktualnymi, jednak wszelkie odniesienia podane zostają przez artystę nie wprost i obecne są w jego pracach w sposób raczej nienachalny. Wróćmy jednak do owych dwóch słów usłyszanych w zdaniu wypowiedzianym przed kamerami białostockiej telewizji.
Słysząc słowo robota, niemal automatycznie łączymy je w jedno z takimi przymiotnikami jak: fachowa, solidna, dobra, uczciwa tworząc związki frazeologiczne zbliżające nas raczej do cechowego Meisterstücka, aniżeli do wywrotowego gestu twórczego. Czy to oznacza, że grafiki tworzone przez Tomasza Kukawskiego są jedynie popisem mistrzostwa warsztatowego? Czy jego głównym celem jest perfekcyjnie wykonana odbitka? Albo nieustanne dopracowywanie i wciąż na nowo podejmowane opracowywanie dawno temu wybranego motywu, który przewija się przez jego twórczość niczym natrętny komar w wypełnionym letnim skwarem pokoju? Wręcz przeciwnie. To, co nieustannie mnie zaskakuje, gdy obcuję z grafikami Tomasza Kukawskiego to niewymuszona doskonałość warsztatowa, która dociera do mnie wtórnie po tym, gdy jej faktyczna funkcja zdąży już odpowiednio zadziałać na moje zmysły i emocje. Po tym, gdy uwiedzie mnie ten szczególny kolor błękitu, którego Tomasz Kukawski jest niekwestionowanym królem. Po tym, jak dam się wciągnąć w labirynty precyzyjnie wyżłobionych linii i celnie usytuowanych punktów, nie dlatego, że są tak doskonałe – choć po chwili oczywiście uświadamiam sobie, że takie właśnie są – lecz dlatego, że odpowiednio zakomponowane wytwarzają ten szczególny, bo analogowymi środkami osiągnięty, rodzaj immersji, której nie sposób nie dać się uwieść.
Istotne zdaje mi się także, aby zawczasu sobie uświadomić, że grafiki Tomasza Kukawskiego to nie mem-obraz, którego przekaz łapiemy w lot i o którego istnieniu pięć minut później zapominamy, gdyż zostaje on z naszej pamięci niezwykle skutecznie wyparty przez kolejny twór błyskawiczny, łatwo rozpuszczalny, a zatem natychmiastowo unieważniany. Przeciwnie, to takie obrazy graficzne, które są przeznaczone do kontemplacji i – co ważniejsze – których kontemplacja, w czasach tak bardzo uciekających od tej do niedawna klasycznej formuły obcowania z wytworami artystycznymi, nadal przynosi satysfakcję. Jest Tomasz Kukawski operatorem na percepcji odbiorcy takim, jakim w malarstwie okazał się być Mark Rothko, do dzisiaj nie tylko oglądany, lecz w czasach migotliwej zmienności wręcz coraz bardziej uwielbiany przez kolejne generacje, dla których już za chwilę zabraknie liter tak w greckim, jak i w łacińskim alfabecie.
Dlatego słuchając wypowiedzi Tomasza Kukawskiego, utożsamiam drogowskaz z twórczą swobodą, którą daje sobie artysta tak bardzo wewnętrznie zdyscyplinowany, że może być spokojny o wszelkie zjazdy na manowce, bo będą one dla niego co najwyżej pożywką do kolejnych eksploracji, a nie traumatycznym przeżyciem skutkującym utratą gruntu pod nogami. A w ślad za tą swobodą i „bezprzymusem” ruszamy i my. Naszym drogowskazem na trasie graficznych eksploracji stają się tytuły poszczególnych prac, równie nieprzemocowe w swoim oddziaływaniu na kierunek naszej interpretacji, jak niewymuszony był udział pierwotnego szkicu w finalnej postaci dzieła. Cieszmy się tą podróżą, póki trwa, nie przyspieszajmy jej i dajmy się porwać meandrycznym kompozycjom, Bo kiedy przyjdzie właściwy czas, z łatwością wybiegniemy z nich z powrotem do naszej rzeczywistości. Ale ostrzegam, nic w niej nie będzie już wyglądało tak samo…
Повторяем попытку...
Доступные форматы для скачивания:
Скачать видео
-
Информация по загрузке: