BILL MURRAY uniknął więzienia, teraz kradnie frytki
Автор: Karolina Pasternak
Загружено: 2026-01-22
Просмотров: 3545
Описание:
Polecenia Filmowe i Klub Filmowy: https://patronite.pl/karolinapasternak
Bill Murray to postać, której nie da się zaszufladkować. Aktor, komik, ikona popkultury, a przede wszystkim – jak sam o sobie mówi – „wolny strzelec życia”. Jego biografia to nie tylko lista ról filmowych, ale zbiór anegdot, które urosły do rangi współczesnych legend.
Chłopak z Illinois i szkoła improwizacji
William James Murray urodził się w 1950 roku w Wilmette na przedmieściach Chicago. Wychowywał się w wielodzietnej, katolickiej rodzinie o irlandzkich korzeniach. Jako młody człowiek nie zdradzał ambicji zostania gwiazdą kina – raczej szukał swojego miejsca, balansując na krawędzi kłopotów z prawem (został zatrzymany na lotnisku za próbę przemytu marihuany w dniu swoich 20. urodzin).
Przełomem okazało się dołączenie do słynnej trupy improwizacyjnej The Second City w Chicago, gdzie szlifował warsztat pod okiem brata, Briana Doyle’a-Murraya. To tam narodził się jego styl: specyficzne połączenie nonszalancji, ironii i błyskawicznego refleksu. Wkrótce potem trafił do obsady „Saturday Night Live”, zastępując Chevy’ego Chase’a. Choć początki były trudne, Murray szybko stał się sercem programu, kreując postacie, które łączyły w sobie bezczelność z dziwnym, melancholijnym urokiem.
Król komedii lat 80.
Lata 80. należały do niego. Dzięki takim hitom jak „Popsute lale”, „Szarże”, a przede wszystkim „Pogromcy duchów” (1984), Murray stał się jedną z najbardziej dochodowych gwiazd Hollywood. Jego postać, dr Peter Venkman, była kwintesencją „stylu Murraya” – bohatera, który nawet w obliczu apokalipsy potrafi rzucić sarkastyczną uwagę, trzymając ręce w kieszeniach.
Jednak to „Dzień świstaka” (1993) pokazał światu drugą twarz aktora. Rola Phila Connorsa, zgorzkniałego pogodynka uwięzionego w pętli czasu, stała się egzystencjalnym manifestem. Murray udowodnił, że potrafi przejść od czystej farsy do głębokiej, niemal filozoficznej zadumy nad sensem ludzkiego losu.
Melancholijny renesans i współpraca z Andersonem
Druga połowa lat 90. i początek XXI wieku to czas artystycznego odrodzenia Murraya. Aktor porzucił typowe blockbustery na rzecz kina niezależnego. Kluczowym momentem było spotkanie z Wesem Andersonem. Rola Hermana Blume’a w „Rushmore” (1998) zapoczątkowała jedną z najciekawszych współprac w historii współczesnego kina – Murray pojawił się w niemal każdym kolejnym filmie tego reżysera, stając się twarzą jego symetrycznych, melancholijnych światów.
Szczytowym osiągnięciem tego etapu był występ w „Między słowami” (2003) Sofii Coppoli. Jako Bob Harris, starzejący się aktor przeżywający kryzys wieku średniego w Tokio, Murray stworzył rolę wybitną, za którą otrzymał nominację do Oscara. Jego porozumienie bez słów ze Scarlett Johansson stało się symbolem samotności w wielkim mieście, a sam aktor udowodnił, że jego największą siłą nie jest krzyk, lecz subtelne spojrzenie i pauza.
Człowiek-legenda: Bill Murray w realu
To, co czyni Billa Murraya postacią wyjątkową, wykracza poza ekran. Aktor nie posiada agenta ani menedżera. Jeśli ktoś chce go zatrudnić, musi zostawić wiadomość na tajnej automatycznej sekretarce, której numer zna tylko garstka osób. Murray rzadko odbiera telefon, a scenariusze czyta tylko wtedy, gdy ma na to ochotę.
Internet pełen jest opowieści o jego niespodziewanych interakcjach z fanami. Murray potrafi wejść na studencką domówkę i zmyć naczynia, fotobombować sesję narzeczeńską w parku, kraść frytki przypadkowym ludziom w restauracji (szepcząc im do ucha: „I tak nikt ci nie uwierzy”) czy stanąć za barem na festiwalu i serwować tequilę bez względu na to, co zamówił klient. Te zachowania nie są jednak cynicznym PR-em, lecz wyrazem jego życiowej filozofii: bycia obecnym „tu i teraz” i wyrywania ludzi z rutyny.
Dziedzictwo „najbardziej wyluzowanego faceta na świecie”
Dziś Bill Murray to instytucja. Jest ucieleśnieniem stoicyzmu w wersji pop – kogoś, kto osiągnął wszystko, ale niczego nie traktuje zbyt poważnie. Jego kariera to dowód na to, że można być wielką gwiazdą, pozostając całkowicie suwerennym wobec mechanizmów Hollywood.
Niezależnie od tego, czy gra ekscentrycznego bogacza, pogromcę duchów, czy samego siebie (jak w genialnym epizodzie w „Zombieland”), Murray wnosi na ekran autentyczność. Jest głosem tych, którzy wiedzą, że świat bywa absurdalny, więc jedyną sensowną reakcją jest uśmiech – czasem nieco smutny, ale zawsze szczerzy.
Повторяем попытку...
Доступные форматы для скачивания:
Скачать видео
-
Информация по загрузке: