Wycieczka do Dream World Bangkok
Автор: RodzinaClarke
Загружено: 2025-01-08
Просмотров: 19127
Описание:
Coś strasznie tarabaniło…
Zerwałam się z łóżka, choć nawet nie wiedziałam, że spałam. Dźwięk wibrującego budzika przeszywał ciszę. Czemu nigdy nie mogę trafić w ten cholerny przycisk „stop”?
Dzień wycieczki. Planowałam nie spać, ale jakoś przysnęłam. Ten budzik miał być tylko zabezpieczeniem… i się przydał.
Mam godzinę, żeby wszystkich ogarnąć. Dam radę. Szybkie spojrzenie na telefon, żeby upewnić się, która godzina… i wtedy to widzę. „Twoje bilety zostały anulowane.”
Zamarłam, a serce podskoczyło mi do gardła. Bilety? Nasze bilety? Jak to anulowane?! Przecież dzieci od tygodni czekały na tę atrakcję! Ręce mi drżą, próbuję zebrać myśli. „Muszę coś wymyślić” – powtarzam sobie w głowie.
Taxi przyjeżdża punktualnie, co daje mi pewną ulgę. Wsiadamy. Staram się zachować zimną krew, choć w środku kotłują się emocje. W głowie już układam plan awaryjny. Po drodze odbieramy kolegę Philipa. To młody chłopak, który stracił swoją mamę. Zawsze zabieram go z nami, kiedy mogę. Namiastka rodziny, której tak bardzo mu brakuje.
Zajeżdżamy pod jego dom o 5:35 rano. Philip biegnie po swojego kolegę. Czas leci nieubłaganie. Wraca zdyszany i pyta:
– Ile mamy jeszcze czasu?
Spoglądam na zegarek. Prom jest o 6:00.
Czuję narastającą presję. Czas ucieka, a my ciągle nie jesteśmy na miejscu. Czy zdążymy?
Part 2
5:45. Półprzytomny kolega wsiada do auta. Budzik nie zadzwonił. A może dzwonił, ale za cicho.
Pędzimy na prom - wyspa nie jest duża i wszędzie blisko, ale o tej porze to krowa wyjdzie na drogę, to sprzedawca kokosów rozsypie je przez przypadek. Kierowca z zaciętą miną wbija wzrok w drogę - byle do przodu. Ja siedzę obok, licząc czas w głowie. Prom na ląd odpływa za 15 minut. Niby mamy czas, a jednak napięcie rośnie.
Zdążyliśmy. Przeprawa promem trwa 15 minut. Liczę: godzina do lotniska, lot o 8:00. Powinno się udać. Musi się udać.
Lotnisko w Krabi to jakby tropikalna wersja lotniska w Rzeszowie. Na krajowych lotach odprawa to formalność. 5 minut i jesteśmy po drugiej stronie. Zdążyliśmy!
Rozglądam się za kawą, bo nie mogę zebrać myśli. Ale najpierw dzieci: siedmioro i każdy czegoś chce – kanapkę, chipsy, picie, siku. Wszystko naraz. Słyszę wezwanie na pokład. Kawy nie kupiłam.
Wsiadamy. Krajowy lot samolotem w Tajlandii przypomina przejazd pociągiem – szybko i sprawnie.
Przypomina mi się sprawa biletów. Wejściówki do atrakcji kosztowały 1350 bahtów za osobę, czyli razem 10,800 bahtów. Problem? Tych pieniędzy nie mam. Firma obiecała zwrot, ale to może potrwać nawet 3 dni. Muszę coś wymyślić. I to szybko.
Wtedy Tosia otwiera swoją kanapkę i… moje myśli przyćmiewa intensywny zapach cebuli. Alexander robi się blady jak ściana. W panice szukam plastrów na pempek i wymiotnej torby. Ta ostatnia to arcydzieło logistyczne – zaklejona niczym sejf. Najpierw trzeba znaleźć perforowaną stronę, potem powoli i delikatnie przerwać, by wreszcie móc jej użyć – kto ma na to czas w sytuacji kryzysowej?
Samolot wystartował. Dzieci szczęśliwe i podekscytowane. Ja kłębek nerwów. Coś wymyślę. Lecimy.
Dzieci radośnie podskakują na siedzeniach, klaszcząc w dłonie - ja nerwowo szukam telefonu. Firma zwróciła mi pieniądze - ufff (dla niedowiarków załączam email z anulacji).
Ale pieniądze to jedno, a brak biletów do parku na ten dzień – to zupełnie inna historia. Wyprzedane.
Próbowałam zebrać myśli, jak mam im powiedzieć, że dziś nic z tego? Nie powiem.
Wsiadamy do taksówki.
Najwyżej nas nie wpuszczą. To nie ja będę musiała mówić dzieciom, że atrakcja, na którą czekały tygodniami, jest poza naszym zasięgiem.
Mijamy stragany, świątynie i tłumy ludzi, a ja w głowie układałam plan awaryjny. Jeśli nie park, to co? Coś musi się udać. Bangkok przecież ma tyle do zaoferowania.
20 minut do parku. Jeszcze mam czas, żeby coś wymyślić. Jak zawsze.
Znalazłam stronę, na której te same bilety były prawie o połowę tańsze i, co najważniejsze, dostępne! Zamówiłam je bez wahania. Taksówka już podjeżdżała pod park, gdy dostałam maila z numerem rezerwacji.
W parku tłumy. Okazało się, że bilety można kupić na miejscu, ale trzeba było stać w gigantycznej kolejce.
Bałam się, że moja rezerwacja to oszustwo. Serce waliło mi jak młot, ale pewnym krokiem podeszłam do okienka po odbiór. Nie wiem, skąd pan wiedział, że ja to ja, ale zaczął wręczać mi mapy, kupony i bilety. Udało się!
Mogliśmy wejść do Parku Dream World w Bangkoku.
A wszystko po to, by w okresie świątecznym zobaczyć śnieg i poczuć zimę ❤️
W parku jest Zimowe Królestwo – magiczne miejsce, które wprowadza w prawdziwie świąteczny klimat. Przy wejściu rozdają skarpetki, kalosze i kurtki, ale czapek i rękawiczek już niestety nie. A szkoda, bo było naprawdę zimno! Dzieci były zachwycone – śnieg, lód i bajkowa sceneria sprawiły, że poczuliśmy się, jakbyśmy przenieśli się do innego świata.
#rodzinaclarke #przygoda #rodzinnewyzwania #Bangkok #dzieciczekają
Повторяем попытку...
Доступные форматы для скачивания:
Скачать видео
-
Информация по загрузке: