Czas zacząć działać
Автор: Jaro Gniewa
Загружено: 2023-10-08
Просмотров: 1772
Описание:
Cedrik jak zwykle spędzał dzień w lesie. Był samotny, a ta stara puszcza w jakiś sposób koiła jego ból. Otulała szumem liści i dawała poczucie, że nie jest zupełnie sam.
Siedział przy ogromnym pniu drzewa i popijał wódkę. Odkąd zerwał znajomość z Geraltem, alkohol towarzyszył mu częściej na tych leśnych spacerach. Wiedźmin na chwilę tylko pozwolił mu poczuć się pożądanym i potrzebnym, po czym udowodnił, że Cedrik wcale nie jest dla niego ważny. Elf nie miał do niego pretensji, wiedział, że w oczach innych jest tylko starym dziwakiem.
Rozmyślania przerwał odgłos kroków, stawianych delikatnie i lekko. Cedrik uniósł głowę, żeby zobaczyć, kto się zbliża. To była kobieta. Sądząc po ubraniu, należąca do oddziału Niebieskich Pasów. Jej żołnierski strój i miecz u pasa nieco kłóciły się z ładną, dziewczęcą buzią i ogromnymi, niebieskimi oczami. Elf uniósł się z ziemi i ruszył za nią. Butelkę z wódką zostawił pod drzewem. Sam nie wiedział czemu za nią podąża. Chciał zobaczyć dokąd idzie? A może zahipnotyzowały go jej kołyszące się biodra w obcisłych spodniach? Czuł, że znowu wypił za dużo.
Był już całkiem blisko niej. Kobieta zwolniła nieco, a za chwilę stanęła w miejscu. Usłyszała go? Wstrzymał oddech, nie wiedząc co powiedzieć, jeśli dziewczyna się do niego odezwie. Do jego uszu dotarł szelest dochodzący z góry. Nad nieznajomą po gałęzi skradał się uzbrojony dh’oine. Ona go nie zauważyła, a było już za późno. Cedrik zareagował odruchowo. Wyskoczył z ukrycia i w powietrzu rozchlastał bandytę mieczem, który wyjął, nawet nie wiedząc kiedy.
Był w szoku. Nie pamiętał kiedy ostatnio zabił człowieka. Ile lat już minęło odkąd przelał ludzką krew... Przecież już z tym skończył. Dawno, dawno temu.
Skupił się na własnych myślach, ignorując dziewczynę, będącą w równie wielkim szoku. Nawet nie pomógł jej wstać.
„ile tu krwi...”- usłyszał jej słaby głos. Tak, cała ziemia wokół nich zalana była krwią.
„Jest przerażona. Pewnie zacznie uciekać przede mną,”- powiedział sobie w myślach. Zabił, ale nie żałował tego, co zrobił. Uratował jej życie. Nie miało znaczenia, co teraz o nim pomyśli. Zachowała jednak spokój, podziękowała i odeszła.
Patrzył za nią, gdy szła w stronę Flotsam. Jej sylwetka zniknęła między drzewami. Znów został sam. Trochę bardziej sam niż wcześniej. Las znowu otulał go szumem liści.
Do Ves już poprzedniego dnia dotarły wieści z Vergen. Podobno Iorweth wrócił do miasta po długiej nieobecności, by zemścić się na kochance Vernona. Wcale się elfowi nie dziwiła. Podobno Saskia specjalnie zabawiła się ich kosztem. Domyślała się, że nieobecność Vernona w obozie ma związek z całą tą sytuacją.
Zaczęła się niepokoić dopiero, gdy usłyszała o tym, że Iorwetha próbowano zabić, a teraz trwają jego poszukiwania. Miała nadzieję, że zarówno Iorweth jak i Vernon są bezpieczni.
Gdy Roche w końcu wrócił, odetchnęła z ulgą. Powiedział, że znalazł Iorwetha i ukrył go w bezpiecznym miejscu. Nie kwestionowała jego niezachwianej wiary w niewinność Iorwetha, choć sama brała pod uwagę, że jednak mógł otruć Saskię. Jak by nie było, wiedziała, że elf jest dla jej dowódcy całym światem i nawet jeśli byłby winny, to miała zamiar go chronić. Vernon kazał jej iść do Flotsam i mieć oko na Iorwetha, podczas gdy on będzie prowadził śledztwo.
Spakowała kilka rzeczy i ruszyła w drogę. Gdy weszła do lasu w okolicy Flotsam, odetchnęła głęboko. Las był piękny, ale czuła lęk, bo miała świadomość, że ta spokojna puszcza może okazać się zdradliwa, a zza drzew mogą wyłonić się potwory.
Była już nieco zmęczona marszem. Przystanęła na chwilę i usłyszała coś nad sobą. Nie miała nawet czasu zareagować. Poczuła pchnięcie i znalazła się na ziemi. Koło niej trysnęła fontanna krwi, a człowiek, który przed chwilą próbował ją zabić, padł kilka kroków dalej na ziemię, z rozprutym brzuchem. Uniosła wzrok. Stał nad nią elf. Z tej perspektywy wydawał się jeszcze wyższy, niż był w rzeczywistości. Do jej pamięci zaczęły napływać traumatyczne wydarzenia z przeszłości. Nie przyznawała się do tego nikomu, ale do tej pory miała koszmary o miesiącach, gdy była niewolnicą w elfim komandzie. Odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić. To była przeszłość. A ten elf uratował jej życie. Nie był tym samym, który ją krzywdził. Mimo wszystko cieszyła się, że nie podał jej ręki, żeby pomóc jej wstać. Prawdopodobnie odruchowo by ją odepchnęła.
Była w szoku i miała wrażenie, że jest we śnie. Chwila nieuwagi i byłoby po niej. Nie wypełniłaby rozkazu, a Vernon pewnie miałby wyrzuty sumienia, że wysłał ją tu samą. Gdyby nie ten elf, byłaby już martwa.
Patrzył na nią w dziwny sposób. Chciała uciec od jego wzroku, bo wywoływał w niej nieznane uczucie. Sama nie wiedziała, czy pragnie, żeby patrzył tak na nią dłużej, czy żeby przestał. Podziękowała mu i skierowała kroki w stronę Flotsam. Musiała skupić się na zadaniu, ale też na własnym bezpieczeństwie. Próbowała zebrać myśli. Nie rozumiała tylko, dlaczego nie potrafi wyrzucić z głowy widoku tych smutnych i łagodnych oczu elfa...
Повторяем попытку...
Доступные форматы для скачивания:
Скачать видео
-
Информация по загрузке: